subaru-kierownica

Nie taki diabeł straszny jak go malują, czyli jak zdałem prawo jazdy

Dzisiaj poruszę temat zdawania prawa jazdy na kategorię B przez moją osobę. Opowiem także o trudnościach z jakimi musiałem się zmierzyć. A to w dość obszernym artykule. 

 

To może od samego początku…

Wszystko zaczęło się w październiku, może w listopadzie, szczerze, to nie pamiętam, ale raczej w listopadzie. Na początku były formalności. Potem trochę teorii co dwa dni przez dwa tygodnie gdzie dowiedziałem się dokładnie podstaw przygotowania się do jazdy, poruszania się na drodze. Były to naprawdę dobre lekcje, niektóre rzeczy były już mi znane, a przy niektórych otwierałem szeroko oczy, bo nigdy bym nie pomyślał, że coś takiego obowiązuje. Nie podam dokładnie co to było, bo już nie pamiętam i do tego te rzeczy stały się dla mnie normalne.

Po świetnych lekcjach z Panią w OSK, która naprawdę świetnie tłumaczyła i nie raz powtarzała najważniejsze rzeczy, czas przyszedł na naukę praktyczną jazdy samochodem.

 

I tu wyszedł na zewnątrz mój brak skupienia, koncentracji i ciągłe odpływanie nie wiadomo gdzie… cóż musiałem sobie jakoś radzić, przed jazdą uspokajać się i ćwiczyć koncentrację, szło średnio. Każda moja jazda kończyła się opie*rzem instruktora, który i tak miał bardzo, bardzo dużo cierpliwości i w sumie bardzo mi pomógł, gdyby nie On, to inny by mnie na pewno nie nauczył. Przy okazji pozdrawiam Pana Janka. 🙂 Znaki pamiętałem, przepisy też, ale zawsze miałem takie uczucie, że na chwilę, dosłownie na sekundę, przenoszę się myślami gdzie indziej. Nie wykonywałem poleceń dokładnie lub wykonywałem dokładnie odwrotnie, a także nie zauważałem czasem znaków poziomych, najczęściej ograniczenia prędkości. Było i jest to dla mnie ogromnym problemem. Technika jazdy moim zdaniem jest ok. Prawie od razu ogarnąłem wszystko, nie licząc pierwszych godzin, bo były dosłownie tragiczne, dla mnie jak i instruktora.

 

Koniec końców i pod koniec stycznia kończyły mi się godziny i musiałem zdać egzamin wewnętrzny w OSK, udało mi się za drugim razem z nawet dobrym wynikiem. Bardzo nie chciałem uczyć się z płyty tych pytań, bo było ich bardzo, bardzo dużo no i program był dla mnie mało intuicyjny. Brakowało skrótów klawiszowych żeby usprawnić przejścia między pytaniami oraz sprawdzania czy dobrze zaznaczyłem odpowiedź. Cóż.. kilkanaście razy mi wystarczyło usiąść przed komputerem i przerobić trochę pytań. Widać mi wystarczyło, a może to tylko szczęście.

 

Pozostało tylko parę godzin jazdy… więc trzeba było zdać egzamin teoretyczny w WORDzie w Suwałkach. Gdy podchodziłem pierwszy raz otrzymałem wynik negatywny (jednego punktu mi zabrakło), umówiliśmy się na kolejny termin egzaminu. W dzień drugiego podejścia kolejny raz oblałem, więc znowu poszliśmy ustalić w recepcji(?), nie wiem jak to nazwać, ale pewnie tak się to nazywa, kolejny termin, ale miła Pani powiedziała, że mogę za mniej więcej godzinę jeszcze raz napisać, gdyż niewiele mi zabrakło, bo tylko 2 punkty, zgodziłem się. Przed trzecią próbą instruktor mnie zabrał i pojeździliśmy trochę i powtarzałem jeszcze pytania, które mogły być. Byłem pewny, że i za trzecim razem nie zdam, ale na szczęście udało mi się zaliczyć z wynikiem 71 punktów na 74 możliwych! Byłem w szoku i nie mogłem w to uwierzyć, w prawdzie niektóre pytania wcześniej miałem i były prostsze, ale z początku na prawdę myślałem, że się przewidziałem.

 

Bodajże 3 godziny do końca nauki jazdy. ustaliliśmy termin egzaminu praktycznego. Byłem sceptycznie nastawiony do planowania egzaminu tak wcześnie, zważywszy na to, że nie miałem zbyt dobrej koncentracji i popełniałem wręcz idiotyczne błędy, przez które od razu mogłem oblać egzamin. Jednak instruktor mnie zapewniał, że przekładając nawet o tydzień zapomnę większości rzeczy i wtedy będzie jeszcze trudniej. Tym bardziej mogłem wtedy oblać egzamin w WORDzie. Zgodziłem się, bo wiadomo szybko zapominam i wiedziałem, że Pan Jan ma rację, w końcu uczy jazdy bardzo długo i jeszcze więcej ludzi nauczył. Po prostu wielki szacun dla Pana Jana za wytrwałość, bo było, uwierzcie bardzo ciężko. 🙂

 

W końcu przyszedł dzień egzaminu praktycznego. bardzo się stresowałem, miałem lekkie zawroty głowy, wiadomo prawie jak każdy. Miałem na ósmą, ale czekałem jeszcze aż inni skończą przede mną, trwało to około 40 minut, wtedy zostałem wyczytany i serce zaczęło szybciej bić.

Nie byłem tak zestresowany przed wyczytaniem mojego imienia i nazwiska. Poszliśmy do samochodu, najpierw było losowanie dwóch rzeczy, które mam pokazać, pierwszą rzeczą był klakson, drugą światła postojowe, następnie był łuk. Pierwszą próbę oblałem przez własną głupotę przez nie odciągnięcie hamulca ręcznego (sick!). Druga próba była już udana. Następnie pojechaliśmy pod wzniesienie na placu, oczywiście było to tak zwane ruszanie pod górkę, udało mi się od razu, tylko trochę za dużo gazu dodałem, ale to nic, najważniejsze, że mi się udało. Wyruszyliśmy w końcu na miasto, warunki jazdy były tragiczne, dużo śniegu, nikt nie odśnieżył dróg. Przez to właśnie zrobiłem pierwszy błąd, nie wiedziałem czy jadę dobrym pasem, bo nie widziałem znaków poziomych, ok był znak pionowy informujący o pasach, ale jakoś zignorowałem. Po prostu spanikowałem, wprowadzając ludzi w błąd lewym kierunkowskazem, na szczęście nie był to błąd oblewający cały egzamin. Raz parkowałem, raz także zatrzymywałem się na żądanie i takie tam. Zajechałem w końcu na plac, egzaminator podliczał punkty, a następnie tłumaczył moje błędy, w końcu powiedział, że błędy były pojedyncze i mniej ważne wystawiając pozytywny wynik egzaminu! Byłem w szoku i jeszcze bardziej nie mogłem w to uwierzyć! Po tylu jazdach robiąc głupie błędy, udało mi się!

 

Jeśli mogę coś powiedzieć osobom, które podchodzą lub chcą podchodzić do nauki jazdy to… najważniejsza jest wiara, w to że się uda i nietraktowanie egzaminu jak coś nie do zdania. Tym bardziej wmawianie sobie „a może mi się uda”, najlepiej wmówić sobie, że to sprawdzian umiejętności, jeśli się nie zda za pierwszym razem, to trzeba przyłożyć się kolejny raz, zrozumieć błędy i kolejny raz ich nie robić, a na pewno się uda!

 

Zostało mi tylko zapłacić za plastik i go odebrać. Nie planuję na chwilę obecną własnego samochodu. Zamierzam jeździć z rodzicami, dalej ucząc się. Te 30 godzin nie były wystarczającą ilością godzin żeby nauczyć się dobrze jeździć. Tak czy inaczej po tych godzinach umiem nie wiele.

 

Bardzo chciałbym kupić swój pierwszy samochód, chociaż z tym za bardzo się nie spieszę. Na razie kasa pójdzie na co innego.

 

Specjalne podziękowania kieruję do: Pana Jana Wyszyńskiego (bez którego nie nauczyłbym się jeździć i za niesamowitą cierpliwość), Ferexia, Maćka, Mateusza i innych osób (za dodawanie mi otuchy w tych bardzo stresujących chwilach w moim życiu i teraz wiem, że mogę na Nich zawsze liczyć).

 

 

A wy jak zdawaliście na prawo jazdy? Piszcie w komentarzach. Jeśli macie jakieś pytania, to chętnie na nie odpowiem.